„Tym wpisem skończę ze strachem.”

[Piosenka]

Tekst, który teraz piszę może zawierać wiele błędów, być nieskładny i chaotyczny.

To przemyślenie, nie opowiadanie, powieść czy inna forma wypowiedzi. Nie będę skupiać się nad tym, czy łamię zasady języka polskiego.

Będę po prostu pisać. Szczerze i prawdziwie o tym, co właśnie w tej chwili chodzi mi po głowie. Postaram się jednak jasno wyrazić swoje myśli.

Pisanie nigdy nie jest prostą sprawą, nawet jeśli przychodzi z łatwością. Każdy kto pisze musi po drodze zmagać się z wieloma problemami, które dla osób niepiszących mogą być niezrozumiałe.

Nie da się ukryć, że od dłuższego czasu niczego nie opublikowałam. Porzuciłam bloga, zaniedbałam stronę internetową i fanpage na Facebooku.

Dlaczego?

Bo się bałam.

Każde słowo, które napisałam i które trafiało do sieci musiało być sprawdzone przez przynajmniej dwie inne osoby. Musiały potwierdzić, że to jest wystarczająco dobre by mogło zostać udostępnione.

Bałam się, że popełnię jakiś błąd, który będzie „nie do pomyślenia.” Że moje pomyłki będą wytykane publicznie.

Bałam się, że jeśli zrobię coś nie tak to inni pomyślą, że się do tego nie nadaję. Jak mogę być pisarką, skoro nie potrafię napisać poprawnie jakiegoś słowa?

Sęk w tym, że mogę. Bo pisanie, korekta i edytorstwo to różne rzeczy.

A popełnianie błędów w pisaniu jest dokładnie tym samym co popełnianie ich w życiu. Inaczej się nie nauczymy, nie wyciągniemy wniosków, nie pójdziemy dalej.

Chcę się rozwijać, a do tego niezbędna jest krytyka. Każdy kto zajmuje się pisaniem doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Jestem autorką powieści, która została wydana w postaci książki. Podpisałam się pod nią własnym nazwiskiem. Byłam gotowa, żeby inni ją ocenili i napisali własne zdanie na jej temat. Dzięki temu wiedziałam nad czym muszę popracować przy drugim tomie. Poznałam swoje mocne i słabe strony w pisaniu. Recenzje były przeróżne, ale zawsze konstruktywne i obiektywne.

Przed wydaniem książki prowadziłam anonimowego bloga. Miałam swoich czytelników, którzy nie wiedzieli kim jestem, jak wyglądam i co robię ze swoim życiem.

Znali tylko moje teksty – Wspomnienia Zagubionych Dusz  i parę luźnych myśli na jakiś temat. Komentarze zawsze dotyczyły treści i nikt nie oceniał w nich mnie. Dlatego z łatwością wrzucałam je do sieci nie bojąc się opinii.

W którymś momencie pomyślałam, że skoro jestem gotowa na wydanie książki to jestem też gotowa by przyznać się do swoich opowiadań przed wszystkimi.

Ale nie byłam.

Miałam barierę, której nie mogłam pokonać. Lęk przed opinią ludzi, którzy mnie znają, chociażby w najmniejszym stopniu. Z perspektywy czasu widzę jak bardzo jest to absurdalne.

A wszystko zaczęło się od empatii.

Od mojej cholernej empatii, której nienawidziłam i uważałam za największą wadę w życiu. Nie rozumiałam dlaczego akurat ja muszę wszystko tak hiperbolicznie przeżywać. Dlaczego jest we mnie tak wiele współczucia i uczuć, których nawet nie potrafię określić.

Ale teraz już umiem i widzę, że to moje błogosławieństwo. Taki dar dzięki któremu moje opowiadania wydają się prawdziwe.

Potrafię stworzyć danego bohatera tak realistycznie, że czytelnicy myślą, że musiałam sama przeżyć to co on by wiernie oddać jego stan.

Teraz odbieram to jako komplement, ale wcześniej myślałam, że działa to na moją niekorzyść. Obawiałam się, że za każdym razem będę słyszeć, że opisuję siebie, a ocena i osądy innych nie będą kierowane do bohatera utworu, tylko do mnie.

Tak zaczęła się moja blokada przed udostępnianiem moich tekstów w internecie.

Owszem, zgodzę się, że każdy pisarz oddaje cząstkę siebie we wszystkim co napisze. Tak jak każdy artysta wyraża siebie poprzez swój styl, wykształtowany przez lata. Ale to nie znaczy, że w swojej twórczości opiera się tylko i wyłącznie na własnych doświadczeniach.

Mogę w danej chwili przeżywać dokładnie takie samo uczucie co bohater, którego opisuję, ale tylko to będzie nas łączyć.

Przykładowo, jeśli jest mi smutno bo ktoś mnie zawiódł to opiszę smutną historię o tym, jak kobieta została zdradzona przez męża, na którego zawsze mogła liczyć.

Weźmy też pod uwagę inne zawody.

Czy aktor wcielający się w postać przeżywającą kryzys egzystencjalny musi w tej samej chwili przechodzić przez to samo?

Nie. Musi poznać swojego bohatera, jego uczucia i zachowania, ale to nie znaczy, że musi przeżywać dokładnie to samo, co on.

Czy wokalistka zespołu Daughter jest wiecznie nieszczęśliwą osobą, ponieważ jej utwory są melancholijne i przepełnione pesymizmem?

Niekoniecznie. Taki ma styl, w tym się odnajduje i w ten sposób chce trafić do słuchacza, ale to nie znaczy, że wiecznie tkwi w depresji.

Musiałam przejść naprawdę długą drogę i wiele razy się potknąć, a nawet upaść, żeby dostrzec to wszystko co teraz opisałam.

Tym wpisem skończę ze strachem.

Nie będę bać się opinii ludzi, ani tych bliskich ani tych obcych. Każdy ma prawo odbierać to co napiszę na swój sposób. Jeżeli chcecie mnie utożsamiać z bohaterami moich opowiadań to proszę bardzo. Nie zamierzam się tym nigdy więcej przejmować. Pamiętajcie jednak, że moje utwory nie są wołaniem o pomoc, są moim wyzwoleniem emocji i terapią.

I mam nadzieję, że dla Was będą dokładnie tym samym.

Życzę Wam spokojnego albo szalonego wieczoru, w zależności od tego, jakie macie plany 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „„Tym wpisem skończę ze strachem.”

  1. Ruda pisze:

    Łatwo publikować, gdy nikt nie wie kim jesteś i nie potrafi sobie Ciebie w żaden sposób wyobrazić. Możesz robić co chcesz, pisać, co chcesz, a potem bardzo szybko zerwać z tym wizerunkiem poprzez skasowanie konta czy bloga. A potem założyć innego i być zupełnie inną osobą. Gdy wydajesz książkę, to sprawa się komplikuje… Dlatego ja podziwiam, że miałaś w sobie tyle siły i samozaparcia, by podpisać coś własnym nazwiskiem, a potem oczekiwać na komentarze. Bo przecież rzadko kiedy dostaje się same pochwały i trzeba mieć tego świadomość. A krytyka boli.
    Nie dziwię się Twojemu „strachowi”. Sama bym taki miała! Tym bardziej, że ludzie są zawistni i jeśli mogą komuś dokopać, to to robią. W twarz powiedzą: „super, że wydałaś książkę!”, a w Internecie napiszą „co za gniot”. Ale to prawda, że ze swoim strachem prędzej czy później trzeba skończyć. Autor powinien być siebie pewny, a z krytyki czerpać tylko to, co najlepsze – rady na przyszłość. Cieszę się, że przeczytałam twój post. To chyba taka… spowiedź, skoro raz na zawsze zamyka pewien rozdział Twojego życia. I życzę Ci, by ten strach naprawdę odszedł i nigdy nie blokował Cię przed wydawaniem książek i spełnianiem marzeń 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*