5. Rozrywając wspólną duszę na dwa ciała.

[Piosenka]

Czasem najtrudniej jest postawić kropkę. Nadużywamy wtedy przecinków, chcąc przedłużyć to, co w rzeczywistości już dawno powinno mieć swój koniec.

Słyszę jak dziennikarz zaczyna swoją zapowiedź i po chwili pada moje imię. Światła reflektorów skierowane na wyjście zza kulis, minimum trzy różne osoby kierują mnie na scenę. Rozlega się głośne bicie braw, uśmiecham się zatem najszczerzej jak potrafię i wychodzę na spotkanie z fanami, gotowa udzielić pierwszego wywiadu w telewizji.

Krótka wymiana zwrotów grzecznościowych. Zaczynają się pytania związane z początkiem mojej kariery muzycznej i z jej rozwojem.

Podobno w telewizji trzeba uważać na słowa. Można powiedzieć coś czym można sobie zaszkodzić. Cały czas trzeba być miłym i trzeba się uśmiechać.

Padają kolejne pytania, tym razem związane z moim życiem prywatnym. Reflektory coraz bardziej rażą mnie po oczach. Sięgam po szklankę wody znajdującą się na stole. Moje gardło jest nienaturalnie wysuszone.

Śmiech dziennikarza, który obraca moje narastające napięcie w żart. Śmieję się, chociaż wcale nie uważam, żeby jego uwaga była zabawna.

Wywiad zmierza ku końcowi, a moje dłonie są coraz bardziej wilgotne od potu. Robię wszystko co mogę by nie dać po sobie poznać zdenerwowania. Cieszę się, że wkrótce będę mieć to za sobą.

I wtedy słyszę ostatnie pytanie, którego tak strasznie się obawiałam.

– Powiedziałaś kiedyś, że nie osiągnęłabyś sukcesu, gdyby nie cierpienie, jakie ci towarzyszyło. Z czym ono się wiązało?

Kurwa, myślę przypominając sobie okoliczności wypowiedzenia tego zdania. Znowu sięgam po szklankę i upijam łyk wody.

Dziennikarz zerka przelotnie na listę z pytaniami po czym przygląda mi się dłuższą chwilę.

– Mogłabyś rozwinąć tę kwestię? – Dodaje.

Mogę i chyba nawet chcę. W myślach analizuję milion scenariuszy i dochodzę do wniosku, że to jest ten moment w którym warto wyjawić prawdę.

Uśmiecham się, chociaż kryję w sobie głęboko zakorzeniony smutek.

– Moim zdaniem to cierpienie kształtuje człowieka i prowadzi przez życie. W którymś momencie znalazłam się na dnie i żeby się od niego odbić musiałam stać się waleczna. Zaczęło się od walki z moimi słabościami, następnie przeszło przez walkę o marzenia, a zakończyło walką o przyjaźń.

Czuję jak oczy zaczynają mi się szklić, więc czym prędzej patrzę na reflektor. Mrugam powiekami nie przestając się uśmiechać. Mam nadzieję, że nikt tego nie zauważy.

– A nie słyszałaś, że o przyjaźń się nie walczy? – Kącik ust dziennikarza unosi się, tworząc ironiczny, jednostronny uśmiech. –  o prawdziwą nie trzeba, a o fałszywą nie warto. Dobrze mówię? – Zwraca się do publiczności, która odpowiada oklaskami.

– Tak, teraz to wiem.

– Ale nie, czekaj, bo to interesujące. O jaki rodzaj przyjaźni walczyłaś?

Przed oczami widzę ciebie w tych chwilach, kiedy było między nami dobrze.

– Myślałam, że o tą jedyną i niepowtarzalną, którą można spotkać i stracić tylko raz. Do której nie ma powrotu i bez której chce się umrzeć.

– Chciałaś umrzeć? – Pyta z powagą.

Zaczynam kręcić głową bo dochodzi do mnie w jakim amoku wypowiedziałam te słowa.

– Nie, skądże. Nadchodzi taki moment kiedy wszystko się kumuluje i człowiek nie jest w stanie więcej znieść. Właśnie w takiej chwili się znalazłam. I potrzebowałam wtedy wsparcia osoby, która była mi najbliższa i zarazem ze mną niespokrewniona. Byłyśmy praktycznie nierozłączne przez większość naszego życia, znałyśmy się od dziecka. Mówi się, że przyjaźń to jedna dusza w dwóch ciałach. I zawsze myślałam, że tak już będzie do śmierci. Że będziemy razem dzielić tę duszę.

– Co się w takim razie wydarzyło?

– Osoby trzecie. – Odpowiadam krótko z nadzieją, że nie będzie kontynuował wątku. – Pojawiły się osoby trzecie, to wszystko.

– Czy to stąd wziął się utwór „rozrywając wspólną duszę na dwa ciała”?

– Tak, dokładnie.

– Jest bardzo melancholijna i zarazem okrutna. – Zauważa dziennikarz.

– Miała taka być. Nie umiem rozmawiać o uczuciach, ale potrafię je przekazywać w piosenkach. Teraz mogę tylko nazwać to, co czułam pisząc tekst.

– Co czułaś?

– Z początku zagubienie. Kiedy ktoś ma cię dość to po prostu wyczuwasz, że go tracisz. Desperacko próbowałam chwytać się każdego argumentu żeby mnie nie opuszczała. – Przypominam sobie nasze ostatnie wspólne rozmowy  – A potem uświadamiasz sobie, że to walka z wiatrakami. Nie można nikogo zmusić do miłości.

Przypomina mi się nasza ostatnia wymiana zdań.

– Kiedy zrozumiałam, że ma mnie dość poczułam złość, ale ona szybko minęła. Zrozumiałam, że osoba, którą kochałam i za którą byłam gotowa wskoczyć w ogień, przestała istnieć. Pogodziłam się z tym.

– Więc stanęło na obojętności?

– Tak. Parę lat przed rozpadem naszej przyjaźni przechodziłyśmy kryzys. Wtedy towarzyszyło mi dużo więcej negatywnych uczuć, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Przy drugim razie było to dla mnie łatwiejsze. Jeżeli w przeciągu paru lat jedna osoba rani mnie w taki sposób dwa razy to nie jest warta mojej uwagi, bez względu na to jak mogłyśmy być ze sobą blisko. Tyle.

– Uważasz, że dzięki temu rozpadowi odniosłaś sukces?

– Może nie do końca. Ta sytuacja nauczyła mnie, że chwile są ulotne, a życie krótkie. Trzeba doceniać i znajdować czas dla ludzi, którzy są dla ciebie ważni, natomiast nie tracić go dla osób, które mają cię gdzieś. To samo jest z pasją, jeżeli masz coś, co sprawia ci radość to oddaj się temu. Tak jak ja oddałam się muzyce. Jest dla mnie wszystkim.

– Wielkie brawa! – Dziennikarz wstaje, klaska i przedstawia mnie publiczności. Tłum wiwatuje. – To może zagrasz dla nas ten utwór?

– Oczywiście. – Odpowiadam.

Jeszcze tylko szybki uścisk dłoni z prowadzącym i sięgam po moją gitarę, którą już mi ktoś podaje.

–  Przed państwem utwór Rozrywając wspólną duszę na dwa ciała!


[źródło obrazka]

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wspomnienia Zagubionych Dusz. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*